RECENZJE FILMÓW / KSIĄŻEK / GIER PLANSZOWYCH I KOMPUTEROWYCH / SCIENCE FICTION / HORROR / FANTASY / THRILLER / POSTAPOKALIPSA
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzy Szybkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzy Szybkie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2012

TRZY SZYBKIE (odc. 6): The Avengers, Kronika, Kobieta w Czerni, The Silent House (La Casa Muda)

W kolejnym odcinku recenzji filmowych z cyklu "TRZY SZYBKIE" zapraszam tym razem na CZTERY krótkie teksty o filmach, tak żeby było "śmieszniej". Jest również inny powód dla akurat czterech, a nie trzech recenzji, bowiem mam tu dwa ciekawe zestawienia. Najpierw rzecz o superbohaterach: z jednej strony wyidealizowana wersja życia "superheroes" przedstawiona w The Avengers, z drugiej zaś strony zderzenie supermocy z brutalnym, ale prawdziwym życiem w Kronice. Oba filmy są godne uwagi, ale ja daję pół punktu więcej dla Kroniki, głównie ze względu na świeże podejście do tematu. W drugim zestawieniu proponuję dwa bardzo dobre horrory, z pozoru różne od siebie (poziom i sposób realizacji), ale w istocie bardzo do siebie zbliżone, a to za sprawą elementu, który należy chyba nazwać "przesłaniem". W moim odczuciu minimalnie lepszy jest (urugwajski!) The Silent House (La Casa Muda), ale przecież każdy może tu mieć zupełnie odmienne zdanie... 

The Avengers (2012) reż. Joss Whedon
gatunek: science fiction / akcja / adaptacja komiksu
podobne do: Iron Man, Thor, Captain America, Hulk, itp.
o czym: Do zekranizowanych wcześniej, wyżej wymienionych superbohaterów dołącza Czarna Wdowa i Sokole Oko (Hawkeye), aby zmierzyć się z poważnym zagrożeniem dla istnienia całej ludzkości. Wrogiem numer jeden jest przyrodni brat Thora, czyli Loki i zastępy humanoidalnych robali z kosmosu. Zanim jednak grupa zwana The Avengers stawi czoło przeciwnikom, musi sama się pozbierać, co nie jest wcale łatwe.
czy warto obejrzeć? Pozycja obowiązkowa dla fanów marvelowskich komiksów, ale również dla wszelakich miłośników akcji upstrzonej humorystycznymi dialogami i powalającymi efektami specjalnymi. Pomimo pewnych fabularnych naiwności i kilku dłużyzn wydaje mi się, że Hollywood znalazł ostateczną receptę na filmy o superbohaterach. Daję również plus za niezłe efekty 3D, choć nie jestem zwolennikiem tej technologii w obecnym "kształcie". 
werdykt:  /10


Kronika (2012) reż. Joshua Trank
gatunek: science fiction / akcja / dramat
podobne do: trochę na wyrost - Carrie, Push 
o czym: Jak zdobyć moc superbohatera? Trzeba trafić do odpowiedniej jamy w ziemi i to dosłownie. Udało się to trzem przyjaciołom, którzy posiedli nadnaturalne, niezwykle potężne zdolności (telekineza, latanie itp.). Okazuje się jednak, że samo posiadanie takich mocy nie czyni z człowieka praworządnego herosa, ani też arcyłotra w kolorowym trykocie. Sprawa jest znacznie bardziej złożona...
czy warto obejrzeć? Kronika jest jedną z najciekawszych kinowych pozycji sci-fi tego roku. Mamy tu charakterystycznego głównego bohatera, który jest postacią dramatyczną (z czasem staje się antybohaterem). Bardzo efektowne pokazy wykorzystania supermocy idą w parze z wyraźnie zarysowanym tłem psychologicznym. Czyli w skrócie: rozpierducha na ekranie z chwilą na refleksję. Brawa za efekty specjalne i ciekawą kulminację historii.
werdykt:  8,5 /10


Kobieta w Czerni (2012) reż. James Watkins
gatunek: horror / dramat
podobne do: horrorów typu "nawiedzony dom"
o czym: Młody notaiusz Artur Kipps przyjeżdża do małego, przytłaczającego miasteczka, w którym ma zająć się sprawami spadkowymi nieżyjącej już właścicielki pewnego starego domostwa.  Legendy głoszą, że w pobliżu posiadłości pojawia się kobieca postać ubrana na czarno, co zawsze zwiastuje śmierć jakiegoś dziecka. Scenariusz niby oklepany, ale...
czy warto obejrzeć? Kobieta w Czerni to naprawdę solidna propozycja dla miłośników nastrojowych filmów grozy. Film wręcz ocieka mrocznym, gotyckim klimatem i pomimo niezbyt oryginalnej fabuły potrafi przykuć widza do ekranu dzięki umiejętnie budowanemu napięciu. Oglądane sceny niejednokrotnie sprawiają, że dreszcz przechodzi po plecach. Na uwagę zasługuje również fakt, że film stara się przemycić niegłupie przesłanie, nie czyniąc tego w nachalny i oczywisty sposób.
werdykt:  /10



The Silent House (2010) reż. Gustavo Hernández
gatunek: horror / dramat
podobne do: horrorów typu "nawiedzony dom" i nie tylko
o czym: Pewna dziewczyna przybywa wraz ze swoim ojcem do starego domu położonego na odludziu, w celu przeprowadzenia remontu zaniedbanej nieruchomości. Jednak zanim oboje zdążą tego dnia zasnąć, zacznie się koszmar. Ktoś (lub coś) próbuje odizolować naszą bohaterkę od rzeczywistości i pozbawić ją zmysłów... Albo ma zupełnie inny, nieodgadniony cel. W tej historii nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
czy warto obejrzeć? Pomimo (pozornie) sztampowego motywu ze starym domem okazuje się, że od początku filmu widz zostaje rzucony na głęboką wodę. Niezależność tej produkcji i jej niekomercyjny charakter pozwoliły twórcom na wykreowanie co najmniej kilku scen grozy, które ocierają się o geniusz. The Silent House naprawdę potrafi przestraszyć, nawet lepiej niż niejeden wysokobudżetowy horror. Moja ocena byłaby znacznie wyższa, gdyby nie druga, słabsza połowa filmu. Napięcie trochę siadło, większość tajemnic się wyjaśniła. Pozostał pewien niedosyt, ale i tak polecam The Silent House - to świetny (urugwajski!) horror.
                                                                   werdykt:  7,5 /10

wtorek, 10 kwietnia 2012

TRZY SZYBKIE (odc. 5): John Carter, The Awakening, Najczarniejsza Godzina


John Carter (2012)
gatunek: science fiction / przygodowy
podobne do: Avatar 
o czym: Ekranizacja klasycznej powieści sci-fi pt. "Księżniczka Marsa" (z 1912 roku), której autorem jest Edgar Rice Burroughs. Bohaterem historii jest John Carter, weteran amerykańskiej Wojny Domowej, który w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach zostaje przeniesiony na Marsa i przeżywa tam szereg niesamowitych przygód, takich jak udział w konflikcie trzech ras zamieszkujących planetę i miłość do księżniczki jednej z tych ras.
czy warto obejrzeć? John Carter to obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów fantastyki. Wiele osób zarzuca mu brak polotu, ale trzeba pamiętać, że scenariusz powstał w oparciu o książkę napisaną ok. sto lat temu. Zatem wszelkie inne produkcje w rodzaju wyżej wymienionego Avatara powinny mieć kompleks wtórności wobec pomysłów, które zostały przedstawione w Johnie Carterze. To dobry, raczej niedoceniony film. Polecam!
werdykt:   7,5 /10


The Awakening (2011)
gatunek: horror
podobne do: Sierociniec, Inni
o czym: Młoda kobieta, która nie wierzy w duchy i bez pardonu rozprawia się z różnej maści szarlatanami organizującymi naciągane seanse spirytystyczne, zostaje wezwana do wyjaśnienia zagadki śmierci małego chłopca, który rzekomo ukazuje się w nocy i straszy w pewnej angielskiej szkole z internatem. Czyżby sceptycznie nastawiona bohaterka w końcu trafiła na prawdziwego ducha?
czy warto obejrzeć? Warto, ale... Jeżeli zaliczasz się do miłośników horrorów i widziałeś/aś już takie tytuły jak Inni z Nicole Kidman i hiszpański Sierociniec, po obejrzeniu The Awakening możesz poczuć się trochę zawiedziony/a. Początek filmu jest niezwykle ciekawy i zapowiada coś oryginalnego, ale końcówka wyraźnie rozczarowuje. Oglądamy klasyczne patenty z duchami, zrealizowane bardzo dobrze, ale to wszystko już gdzieś było (zwłaszcza w wyżej wymienionych dwóch tytułach) . 
werdykt:  /10


Najczarniejsza Godzina (2012)
gatunek: akcja / science fiction / horror
podobne do: filmów typu "inwazja z kosmosu"
o czym: Kosmici atakują! Tym razem jednak rzecz dzieje się w Rosji, a nie jak zwykle w tego typu produkcjach: w USA. Poza tym okazuje się, że kosmici są niemal niewidzialni (czasem tylko mienią się jakąś pomarańczową mgiełką) i interesuje ich energia elektryczna, którą mogą wyłuskać z naszej biednej planety. Plus do tego grupa młodych ludzi walczących o przetrwanie, czyli nic nowego.
czy warto obejrzeć? Szkoda czasu dla tej szmiry. Scenariusz filmu jest wtórny, aktorzy jacyś drętwi, a dialogi wręcz porażają swoją naiwnością. Akcja toczy się dość szybko, ale nie nie wciąga ani trochę. Efektów specjalnych też jakoś mało i delikatnie mówiąc nie zachwycają. Generalnie jest to bardzo słaby film, który właściwie nie zasługuje na ocenę wyższą niż 2/10, ale te pół punktu dodaję za kilka niezłych elementów postapokaliptycznych (głównie scenografie).
werdykt:  2,5 /10

poniedziałek, 12 grudnia 2011

TRZY SZYBKIE (odc. 4): Conan Barbarzyńca, Kowboje i obcy, Geneza planety małp

Conan Barbarzyńca (2011)
gatunek: fantasy
podobne do: Conana Barbarzyńcy :-) ew. do "Tropiciela" (2007)
o czym: O dziecku, które urodziło się na polu bitwy i którego rodzice (jak i cała wioska) zostali zabici przez okrutnego nekromantę. Conan postanawia się na nim zemścić. Jako niezwyciężony wojownik przemierza morza i lądy, pomaga uciśnionym i karmi swój miecz obficie tryskającą posoką różnej maści złoczyńców. Podczas jednej z wędrówek natrafia na ślad nekromanty i nie spocznie póki nie zabije...
czy warto obejrzeć? Raczej nie. Bo nowa wersja Conana Barbarzyńcy to film nijaki. Niby wszystko jest: efektowne walki, podróże, mroczna magia i fantastyczny świat, ale to wszystko na nic. Brakuje oryginalności, choćby jednego nowatorskiego pomysłu, który pociągnąłby cały film. Scenariusz pełen jest niedorzeczności i uproszczeń, ale nie miałbym ku temu nic przeciwko, gdyby nie ta sztampa. Po prostu nijaka nijakość i brak polotu. 
werdykt:   /10


Kowboje i obcy (2011)
gatunek: western / science fiction
podobne do: tak na dobrą sprawę - coś jak "Gwiezdne Wrota"
o czym: O kolesiu, który obudził się gdzieś na pustkowiach, z kompletną amnezją i dziwną obręczą na ręce. Facet trafia do małego miasteczka, gdzie szybko się okazuje, że jest poszukiwany listem gończym. Na domiar złego nad miasteczko nadlatują obcy i bez pardonu porywają jego mieszkańców. Jest również zjednoczenie ludzi, próba odbicia porwanych oraz ostatecznego odparcia wrogich istot. Czy to się może nie udać?
czy warto obejrzeć? Raczej warto. Bo Kowboje i obcy to dość oryginalny film. Jest w odpowiednim stopniu "westernowy", a elementy sci-fi niewątpliwie dodają mu uroku i sprawiają, że film ten ogląda się jako pewne novum w kinie. Szkoda tylko, że jak większość megaprodukcji hollywódzkich film został "odpowiednio" zinfantylizowany i polany słodkim lukrem happy endu. Szkoda...
werdykt:  /10



Geneza planety małp (2011)
gatunek: akcja / science fiction
podobne do: innych filmów z serii
o czym: O tym, jak może zakończyć się próba wynalezienia leku na chorobę Alzheimera, gdy testuje się go na małpach. Film jest prequel'em oryginalnej Planety małp, nakręconej na podstawie powieści Pierre'a Boulle'a. Z Genezy (...) dowiadujemy się zatem, jak mogło dojść do sytuacji, kiedy małpy rządzą światem, a ludzie zostali zepchnięci do roli koni pociągowych.
czy warto obejrzeć? Zdecydowanie warto! Historia opowiedziana w Genezie (...) jest niezwykle ciekawa i wciągająca, a film inteligentnie zrealizowany. Małpy wygenerowano komputerowo, ale to raczej zaleta, bo dzięki temu ukazano wiarygodne emocje na ich twarzach. Geneza planety małp jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem i zarazem najsilniejszym kandydatem do miana najlepszej produkcji sci-fi tego roku. Polecam!
werdykt:  8,5 /10

niedziela, 16 października 2011

TRZY SZYBKIE (odc. 3): Shadow, Green Lantern, The Perfect Host

Dziś zapraszam na dość urozmaicony zestaw recenzji filmowych. Całość oczywiście w dużym skrócie. 
Poprzednie odcinki moich recenzji w skrócie znajdziecie tutaj: TRZY SZYBKIE (1), TRZY SZYBKIE (2).

Shadow (2009)

Gatunek: horror
Podobne do: Wzgórza Mają Oczy, Droga Bez Powrotu (Wrong Turn), Frontieres


Horror może niezbyt oryginalny, ale z przesłaniem. Żołnierz, który powrócił z misji w Iraku, postanawia zwiedzić na rowerze opuszczone górskie tereny. Sęk w tym, że trafia w miejsce, o którym krążą mroczne legendy. A mroczne legendy, jak to mroczne legendy: lubią się spełniać. Nasz bohater trafia zatem w ręce dziwnej, prymitywnej istoty, która najwyraźniej czerpie przyjemność z torturowania ludzi... Fabuła filmu jest oklepana, ale twórcom udało się zbudować niezwykle mroczny nastrój, któremu zdecydowanie sprzyja "europejskość" tej produkcji. Jest zdecydowanie bardziej klimatycznie niż w horrorach hollywoodzkich, ale mimo tego Shadow zachowuje wiele cech klasycznego, amerykańskiego "slashera". Natomiast samo zakończenie filmu to nie tylko wielkie zaskoczenie, ale również ciekawa - choć odrobinę infantylna - refleksja na temat okrucieństwa wojny. Film ogląda się całkiem przyjemnie, o ile rzecz jasna lubicie horrory.

werdykt:
7/10

Green Lantern (2011)

Gatunek: akcja science fiction (adaptacja komiksu)
Podobne do: innych adaptacji komiksów (Superman, Fantastyczna Czwórka)
















Krótko i bez owijania w bawełnę: Kolejna, według mnie - nieudana adaptacja komiksu. Dlaczego? Bo nudna, wtórna (w stosunku do wielu innych adaptacji komiksów Marvela i DC) i bez emocji. Nawet efekty specjalne są jakieś takie "umowne", a w każdym razie - nieporażające. Na dodatek rozbawił mnie główny przeciwnik Zielonych Latarni, zwany Paralax. Wielce złowroga to istota, która żywi się strachem i ma ambicje do pochłonięcia całego wszechświata. Niestety, pod koniec seansu okazuje się, że to "d*pa nie przeciwnik". Sposób pokonania Paralaxa okazał się tak banalny, że aż śmieszny. Reasumując: Green Lantern to flaki z olejem i niewykorzystany potencjał. Obejrzeć niby można, ale w tym roku mieliśmy już dwie ekranizacje komiksów, które były dużo lepsze. Mam tu na myśli Thora i Kapitana Amerykę (a zwłaszcza tego drugiego). 

werdykt: 
4/10

A na zakończenie (jak zwykle) najciekawszy film w zestawieniu:

The Perfect Host (2010)


Gatunek: thriller / komedia kryminalna
Podobne do: nawet nie wiem...


Film zaczyna się, gdy pewien facet ucieka z miejsca zbrodni (jakiegoś napadu...). Jego noga silnie krwawi, więc musi  szybko znaleźć schronienie. Na domiar złego w radiu słyszy o tym, że jest ścigany przez policję, a jego twarz jest już pokazywana w telewizyjnych wiadomościach. Facet postanawia wstąpić do pierwszego lepszego domu i tam przeczekać najgorsze. Początkowo nie udaje mu się nabrać pewnej starszej kobiety, że jest świadkiem jehowy (tak jak ona), ale przy kolejnym domostwie gość przygotował się już znacznie lepiej. Zajrzał do skrzynki na listy, wyciągnął jakąś pocztówkę i postanowił, że zostanie "przyjacielem" nadawcy. Pomysł dobry, tym bardziej, że nadawcą jest jakaś Julia z Sydney, co może świadczyć, że nie jest to bliska znajomość adresata. Szanse zatem rosną... Zaraz potem nasz uciekinier staje przy domofonie i się zaczyna... Gospodarz w końcu daje się nabrać, a dom staje otworem dla przestępcy, o którym właściwie nic nie wiadomo. Sęk w tym, że o gospodarzu również nic nie wiemy, a dość szybko okazuje się, że nie jest on zupełnie normalnym człowiekiem...

Więcej już nie zdradzę, bo powiedziałem już i tak za dużo. Ale nie martwcie się. The Perfect Host zaskoczy Was co najmniej kilka razy. Bo siłą tego filmu jest nie tylko doskonały, nieprzewidywalny scenariusz, ale także złamanie (co najmniej kilku) konwencji gatunkowych. Właściwie to nie widziałem drugiego takiego filmu. Fabuła jest po prostu oryginalna i niesamowicie wciąga! Całość nagrana jest również z dużym poczuciem humoru. Od początku film rzuca widza w wir akcji, a gdy akcja spowalnia, mamy do czynienia z dialogami "na ostrzu noża", którym przyglądamy i przysłuchujemy się z zapartym tchem. Na plus muszę zaliczyć również fakt, że The Perfect Host nie zdradza widzom wszystkich faktów i tajemnic, jakie towarzyszą bohaterom tego filmu. Zakończenie również pozostawia widzom otwarte furtki. Z chęcią obejrzałbym drugą część tego dzieła, choć wątpię, żeby kiedykolwiek została nagrana. Jest to - bądź co bądź - kino niekomercyjne i jako takie nie ma wielkich rzesz zwolenników. Ale mnie ten film po prostu kupił. Zdecydowanie polecam, bo jest cholernie dobry. Jest również na tyle oryginalny, że postanowiłem (za namową żony) wystawić mu oryginalną notę. A co tam! Wolno mi!

werdykt:
9,25/10


wtorek, 9 listopada 2010

TRZY SZYBKIE (2)

Dziś proponuję kolejną porcję filmów. I to bardzo zróżnicowanych gatunkowo, a poza tym starałem się wybrać w miarę oryginalny zestaw, w moim przekonaniu zestaw godny obejrzenia. Zapraszam...

Harry Brown (2009)
Gatunek: dramat / sensacyjny
Podobne do: filmów, których motywem przewodnim jest "zemsta"


Michael Caine jako emerytowany wojskowy, który przeżywa osobiste dramaty. Na szpitalnym łóżku umiera jego żona, a najlepszy przyjaciel zostaje zamordowany przez miejskich chuliganów. To drugie zdarzenie jest dla Harry'ego Browna impulsem do działania poza prawem, czyli zemsty. Brzmi mało oryginalnie? Możliwe, ale tak do końca nie jest. Przede wszystkim w zemście Harry'ego Browna nie wszystko jest proste i oczywiste, a na dodatek nic nie przychodzi z łatwością. Film jest ponury, a angielscy chuligani brutalni i zorganizowani wręcz przesadnie, ale spotęgowana dosłowność ich zachowań robi wrażenie. Z pewnością nie jest to zemsta w hollywoodzkim stylu. Fani cyklu "Życzenie śmierci" raczej nie mają tu czego szukać :)

Moja ocena: 8/10

3 Idiots (2009)
Gatunek: obyczajowy / komedia / dramat / romans (do wyboru, do koloru!)
Podobne do: nie wiem, bo nie jestem ekspertem od filmów bollywoodzkich. Ale zapewne podobne do innych filmów bollywoodzkich, choć chyba raczej tych bardziej ambitnych...


Barwna historia trójki przyjaciół, studentów inżynierii. W wyniku wielu perypetii jeden z nich - o imieniu Rancho - zaginął bez śladu. Dwóch najlepszych kumpli ze studiów bezskutecznie poszukuje go od kilku lat, ale wreszcie pojawia się ślad, za którym bez zastanowienia ruszają w drogę pełną przygód. Ale muszę nadmienić, że są to głównie przygody retrospektywne, które wyjaśniają, kim był Rancho i jak doszło do do jego zaginięcia. Fabuła ogólnie rzecz biorąc jest bardzo ciekawa, muzyka w filmie robi równie dobre wrażenie. "3 Idiots" to bardzo pogodny film, pełen scen zabawnych i wzruszających, a nawet romantycznych. Moim zdaniem świetna alternatywa dla przewidywalnych, pustych, drętwych i nieśmiesznych komedii romantycznych rodem z Hollywood, albo nawet z Hollyłódź ("Tylko mnie kopaj" i inne tego typu brednie). Szczerze polecam "seans we dwoje"!

Moja ocena: 9/10

Black Death (2010)
Gatunek: historyczny / fantasy / przygodowy / dramat / thriller / horror (tu również "do wyboru, do koloru". Ale w bardziej mrocznych odcieniach)
Podobne do: sam nie wiem... Może odrobinę do polskiego Wiedźmina, ale na lepszym poziomie realizacji.


Akcja filmu Black Death toczy się po wybuchu epidemii dżumy w średniowiecznej Anglii. Ludzie masowo umierają w miastach, epidemia przenosi się także na wioski. Ale gdzieś tam krążą pogłoski o osadzie, której nie dotknęła dżuma. Mało tego, zmarli ludzie w tej wiosce przywracani są do życia w jakichś tajemnych, pogańskich obrzędach. Na poszukiwanie tej osady wyrusza ekspedycja (niemalże krucjata) wysłana przez biskupa, złożona zarówno z prawych rycerzy, jak i morderców i rzezimieszków. Celem ekspedycji jest schwytanie nekromanty, a tym samym zakończenie jego bluźnierczych obrzędów. Przewodnikiem wyprawy staje się młody mnich, który zgłasza się do niej na ochotnika, mając na uwadze swój prywatny cel, zupełnie niezwiązany z przeznaczeniem misji... Ten tajemniczy film zachwycił mnie nie tylko ciekawą fabułą, ale również posępnym klimatem. Świetną rolę zagrał w nim Sean Bean i jest to chyba jedyny znany szerszej publiczności aktor występujący w Black Death. Dużą zaletą obrazu jest strona wizualna, ponieważ jest to udana produkcja telewizyjna, a nie kinowa. Przez to Black Death wygląda nie tylko mrocznie, ale również autentycznie, a w każdym razie bardzo odmiennie od hollywoodzkich produkcji, prezentujących z reguły epokę średniowiecza w sposób sztuczny, pełen płytkiego patosu. Zakończenie filmu skłania widza do głębszej refleksji, co tylko podnosi wartość tego dzieła. Bez dwóch zdań polecam! 

Moja ocena: 10/10


wtorek, 25 maja 2010

TRZY SZYBKIE

Ponieważ obejrzanych filmów jest cała masa i ciągle przybywa, proponuję krótkie recenzje w cyklu „TRZY SZYBKIE”. Nie zamierzam w ten sposób prezentować wszystkich dzieł (czy to filmowych, czy książkowych), ale taka forma skrótowa od czasu do czasu się pojawi…

Pandorum (2009)
Gatunek: thriller/sci-fi
Podobne do: wszystkie części „Obcego”, Event Horizon


Kolejny film z cyklu „kosmiczny statek - widmo”. Widać, że nie jest to wysokobudżetowa produkcja, ale potrafi zaskoczyć dość ciekawym scenariuszem. Dwóch facetów budzi się  w kapsułach hibernacyjnych na opuszczonym (choć tylko pozornie) statku kosmicznym. Nie wiedzą co się stało i czeka ich wiele (niekoniecznie przyjemnych) przygód, w tym nadludzko silni kanibale. Skąd wzięli się na statku?... Poza tym zaskakujące zakończenie Pandorum zasługuje na uznanie, choć odniosłem wrażenie, że nie obyło się bez kilku scenariuszowych nielogiczności. Film raczej tylko dla fanów tego rodzaju produkcji/gatunków.

Moja ocena: 7/10


Edge of Darkness – Furia (2010)
Gatunek: kryminał/thriller
Podobne do: The Horsemen: Jeźdźcy Apokalipsy, Reguła, Tortured i wiele innych…


Mel Gibson powraca jako detektyw, który na własną rękę szuka zabójcy swojej córki. Tego rodzaju historie widzieliśmy już wiele razy. Niestety Edge of Darkness nie zaskoczy nas niczym nowym. Mało oryginalna fabuła powtarza schemat wielu filmów hollywoodzkich, ale mimo tego film oglądało się dość przyjemnie i bezboleśnie. Z tym, że wysokiej noty „Furii” nie wystawię.

Moja ocena: 5/10


…A na koniec – perełka tego zestawu…

The Descent – Zejście (2005)
Gatunek: horror
Podobne do: Wzgórza mają oczy, Wrong Turn (Zły skręt)

Grupka kobiet (w tym jedna po dramatycznych przejściach) schodzi do jaskiń, których próżno szukać na mapie. Rekreacyjna przygoda zmienia się powoli w koszmar. Początkowo straszą klaustrofobiczne tunele i wąskie przesmyki, ale im dalej brną nieświadome niczego kobiety, pojawiają się kolejne niebezpieczeństwa, których najgorszym ucieleśnieniem są dziwne, jaskiniowe istoty. Brzmi mało oryginalnie? Owszem. Ale ten horror ma dużą zaletę, a mianowicie - STRASZY. A to jest chyba w horrorach najważniejsze, nieprawdaż? Od czasu, kiedy obejrzałem „Rec” (a ostatnio także „Paranormal Activity”), żaden horror nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak Zejście. Co najmniej 2/3 czasu trwania filmu oglądałem go z wypiekami na twarzy, a to oznacza, że mi się podobało. W sumie duże zaskoczenie. Tak duże, że zastanawiałem się nawet nad oceną 10/10. Ale ponieważ – koniec końców – nie jest to dzieło epokowe, dam jedno „oczko” mniej.




Moja ocena: 9/10