RECENZJE FILMÓW / KSIĄŻEK / GIER PLANSZOWYCH I KOMPUTEROWYCH / SCIENCE FICTION / HORROR / FANTASY / THRILLER / POSTAPOKALIPSA

wtorek, 19 lutego 2013

Krótka recenzja ku przestrodze - Silent Hill: Apokalipsa (3D)

Kiedy w 2012 r. dowiedziałem się o nadchodzącej premierze filmu Silent Hill: Revelation, znanego w naszym kraju jako Silent Hill: Apokalipsa, wiedziałem już, że nie ma co liczyć na zachowanie poziomu Silent Hill'a z 2006 r. Nie spodziewałem się jednak, że może być aż tak źle... 


Nie ma co owijać w bawełnę - Silent Hill: Apokalipsa to zły film. Jest próbą ekranizacji trzeciej części znanego z konsol i PC survival horroru, ale z fabułą gry ma niewiele wspólnego. Wspólnym elementem jest tu z pewnością postać Heather, którą w snach wzywa do siebie tytułowe, zamglone miasteczko. Odtwórczyni roli Heather, czyli niejaka Adelaide Clemens nie jest może najlepszym wyborem, jeżeli chodzi o podobieństwo do cyfrowej Heather, jednak obsada na tle innych elementów filmu wypada całkiem znośnie. Aktorzy nie mieli tu jednak pola do popisu. Zostali wpisani w ramy potwornie słabego scenariusza, który z enigmatycznego klimatu gier (i filmu z 2006 roku) zrobił chaotyczną sieczkę skierowaną nie wiadomo do kogo. Bo ani nie do fanów serii gier, ani do fanów pierwszej części filmu, ani nawet do fanów horrorów jako takich. W moim wyobrażeniu widz, który dobrze bawił się na seansie Silent Hill: Apokalipsa, jawi się jako osoba zupełnie pozbawiona mózgu (chyba, że jest masochistą).

Pierwsze 20-30 minut filmu można nawet jakoś znieść, bo jest to w końcu wprowadzenie do historii. Jednak później jest już tylko pozbawiony sensu i klimatu bełkot, nagromadzenie zbyt dużej ilości tandetnych "scen akcji", wypełnionych (wątpliwej jakości) efektami specjalnymi. Już nawet pierwszemu kinowemu Silent Hill'owi wielu krytyków zarzucało zbytnią dosłowność w sposobie przełożenia gry komputerowej na duży ekran, ale w mojej ocenie jest to film nakręcony w dobrym guście, będący powiewem świeżości w horrorowym światku, z kapitalnym, zachowującym melancholijny klimat japońskich gier zakończeniem. Tymczasem taki gniot jak SH: Apokalipsa w ogóle nie powinien powstać. A jednak powstał. Jak się domyślam powodem tego są pieniądze, jakie można było wycisnąć ze znanej marki, kojarzonej z dobrym horrorem. Trudno mi znaleźć jakieś znaczące plusy tego filmu, ale jakbym miał jakieś wskazać, to ewentualnie byłyby to nieliczne, ciekawe scenografie. 

Rzadko się zdarza, że po 45 minutach mam nieprzemożną ochotę wyjść z kina / wyłączyć film i najlepiej zapomnieć o zmarnowanych trzech kwadransach. SH: Apokalisa obejrzałem jednak do końca, chyba tylko po to, żeby upewnić się w przekonaniu, że to jeden z najgorszych filmów jakie widziałem w zeszłym roku (a może nawet w ostatniej dekadzie?). Niech ten tekst będzie dowodem, że SH: Apokalisa wymęczyłem również po to, aby przestrzec innych przed tym "dziełem". Na koniec jak zwykle moja ocena w skali 1-10, którą wystawiam z nieukrywaną przykrością, ale też z pełnym przekonaniem.


werdykt:
/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz