You are like a flower
I am like a weed
So kiss me tonight
And teach me, how to read.
***
RECENZJE FILMÓW / KSIĄŻEK / GIER PLANSZOWYCH I KOMPUTEROWYCH / SCIENCE FICTION / HORROR / FANTASY / THRILLER / POSTAPOKALIPSA
poniedziałek, 14 marca 2011
czwartek, 10 marca 2011
Niechciane motto
Przytłacza mnie czasami
Grunt pod nogami
I choć ja nad nim
A on pode mną
Twardego stąpania
Jest próbą daremną
Moje życie
Niewysublimowane
Lecz choćbym ugrzązł
Iść nie przestanę
***
Grunt pod nogami
I choć ja nad nim
A on pode mną
Twardego stąpania
Jest próbą daremną
Moje życie
Niewysublimowane
Lecz choćbym ugrzązł
Iść nie przestanę
***
środa, 9 marca 2011
quasi-ptak
gdy grochu w zupie
jest bardzo mało
quasi-grochówką
by się to nazwało
lecz gdy ktoś się cechuje
skrzydeł brakiem
czy można go nazwać
quasi-ptakiem?
jednoznacznej odpowiedzi
nie znajdziesz nawet
u starszej gawiedzi
odpowie ci za to Pan Minister
wpisując nutrię
na ptaków listę
***
jest bardzo mało
quasi-grochówką
by się to nazwało
lecz gdy ktoś się cechuje
skrzydeł brakiem
czy można go nazwać
quasi-ptakiem?
jednoznacznej odpowiedzi
nie znajdziesz nawet
u starszej gawiedzi
odpowie ci za to Pan Minister
wpisując nutrię
na ptaków listę
***
środa, 2 marca 2011
Retro-granie we współczesnej oprawie, czyli recenzja gry TRINE (PC)
RAZ NA RUSKI ROK
Gry komputerowe są raczej rzadkim gościem Odległych Światów… Jeżeli mam być szczery, to pojawiły się na łamach niniejszego bloga tylko raz… Czyli rzadko :) Myślę, że pora to naprawić. Co prawda w dalszym ciągu gry komputerowe będą tu rzadkością, ale teraz jest okazja, żeby polecić Wam pewien tytuł.
Chodzi o grę Trine. Pisząc te słowa jestem świeżo po jej ukończeniu. I muszę przyznać, że gra niesamowicie mnie wciągnęła. Pokrótce opiszę najważniejsze czynniki, które zainspirowały mnie do napisania tej rekomendacji, recenzji, czy jak tam to nazwać. Nieistotne.
SPEŁNIONE POSTULATY
Istotny jest natomiast fakt, że Trine to prawdziwa i niezmącona zbędnymi pierdołami platformówka 2D. W mojej skromniej opinii Trine udowadnia wszem wobec, że:
1) platformówki 2D nie wymarły całkowicie,
2) da się zrobić tego typu grę w godnej teraźniejszym czasom oprawie audiowizualnej,
3) da się zrobić platformówkę 2D ze sterowaniem wygodnym i intuicyjnym dla PC-towców,
4) da się zrobić zręcznościową platformówkę jako taką, pozbawioną tzw. bossów.
„… BO NIE PRZESZEDŁEM BAZY…”
A teraz moja mała dygresja na temat bossów w grach. Uświadomiłem sobie niedawno, że… Nie cierpię bossów. Dlaczego? Ponieważ ich pojawianie się w grach jest niesamowicie powtarzalne, przewidywalne, często sztampowe. Z reguły każdy następny boss różni się od poprzedniego tym, że jest większy od poprzedniego, bardziej odporny na wszelakiego rodzaju ciosy, ma więcej dział, karabinów, macek, głów, kolców, etc. Albo jest szybszy, „sprytniejszy” i nie wiadomo co jeszcze. A wszystko to niestety sprowadza się do konieczności znalezienia słabego punktu danego bossa i wykonywania określonego schematu ruchów mających na celu pokonanie / unieszkodliwienie go. Tacy bossowie są generalnie domeną wszelkiego rodzaju gier zręcznościowych, ale moim zdaniem rzadko kiedy dodają grze naprawdę ciekawych, pożądanych emocji. Przykładem może tu być gra Star Wars: The Force Unleashed II, w której to czułem się żenująco znudzony pokonując bossa już w drugim levelu. Porażka. Zero pomysłu i inwencji twórczej autorów. Na plus mogę natomiast zaliczyć bossów chociażby w takim Jedi Knight II, albo Jedi Academy. Tam bossowie są z reguły rozmiarów bohatera, którym kierujemy, niejako wtapiają się w normalny przebieg poziomów gry. Nie ma specjalnych udziwnień i niepotrzebnych wodotrysków, a rezultatem tego są naprawdę emocjonujące walki, w tym przypadku akurat na miecze świetlne. A zatem, nie jestem tak do końca przeciwnikiem bossów... I to tyle na ich temat. Pora wrócić do Trine…
MOŻNA PROSIĆ O JAKIEŚ KONKRETY?
Fabuła gry Trine rozgrywa się w baśniowym świecie fantasy, a do dyspozycji mamy trójkę bohaterów: rycerza, złodziejkę i czarodzieja (tudzież maga). Fabuły jednak nie opiszę, ponieważ właściwie jest tylko pretekstem, choć trzeba przyznać, że ma sporo elementów humorystycznych. Najlepsze jest jednak to, że nie musimy wybierać, którym bohaterem chcemy się poruszać przez całą grę, bo… w każdej chwili możemy zmienić postać którą kierujemy! A jest po co zmieniać, bo każdy z bohaterów dysponuje innymi umiejętnościami. Technicznie rzecz biorąc w Trine poruszamy się przez większość czasu w prawą stronę, pokonując rozmaite przeszkody terenowe i w postaci wrogich stworzeń (głównie ożywionych szkieletów). Gra jest zatem dość oldskulowa, ale nie można tego powiedzieć, jak już się dobrze popatrzy na detale grafiki. Jest po prostu pięknie i bajecznie. Zresztą screeny mówią same za siebie. Poza tym na plus zasługują elementy rozwoju postaci. Wprawdzie żaden z tego erpeg, ale zdobywanie nowych poziomów doświadczenia i zbieranie przydatnych artefaktów znacząco urozmaica czas spędzony z Trine. Wszystko to składa się na naprawdę bardzo dużą grywalność. Dawno już tak dobrze nie bawiłem się przy dwuwymiarowej platformówce. Polecam!
PLUSY:
+ Świetnej jakości, baśniowa grafika
+ Klimatyczne dźwięki i muzyka
+ Wygodne sterowanie „klawiatura + mysz”
+ Połączenie gry zręcznościowej i logicznej
+ Fizyka obiektów (czarodziej rulez!)
+ Przyjemna rąbanka (rycerz rulez!)
+ Genialne strzelanie z łuku (złodziejka rulez!)
+ Praktycznie nie ma bossów :)
MINUSY:
- Zdecydowanie za krótka…
- Mało zróżnicowani przeciwnicy
- Mało zróżnicowani przeciwnicy
- Zabrakło mi jeszcze poziomów w zimowej scenerii, ale może będzie kiedyś druga część…
Moja ocena:
8/10
sobota, 26 lutego 2011
Obraz lotu chwilowego
Na placu pomiędzy suterenami
To ja jestem tym ptakiem
Ubrany w idiotyczny kostium
Wzbijam się w powietrze
Dwa duże pióra
Są moim atrybutem
Moje oczy patrzą ufnie
Na małą srokę
Ona nauczy mnie latać
Półtora metra nad ziemią
Zastygam w bezruchu
Wydaje mi się, że spadnę
W przeciągu kilku sekund
Ten świat jest tak realny
Choć jest tylko plastelinową
Dioramą słonecznego popołudnia
Unoszę się w powietrzu
Przez całą pogodną wieczność
Miasteczko opustoszało
W suterenach zamilkły okna
Panuje tu spokój
Szkoda, że nikt nie widzi
Chwili mojego lotu
***
To ja jestem tym ptakiem
Ubrany w idiotyczny kostium
Wzbijam się w powietrze
Dwa duże pióra
Są moim atrybutem
Moje oczy patrzą ufnie
Na małą srokę
Ona nauczy mnie latać
Półtora metra nad ziemią
Zastygam w bezruchu
Wydaje mi się, że spadnę
W przeciągu kilku sekund
Ten świat jest tak realny
Choć jest tylko plastelinową
Dioramą słonecznego popołudnia
Unoszę się w powietrzu
Przez całą pogodną wieczność
Miasteczko opustoszało
W suterenach zamilkły okna
Panuje tu spokój
Szkoda, że nikt nie widzi
Chwili mojego lotu
***
czwartek, 10 lutego 2011
Część siódma z cyklu "Mroki Średniowiecza"
Rzewne wspomnienia
Och, Cedryku! Mój jedyny!
Zachwycają mnie twe czyny!
Zwłaszcza walka z kościotrupem!
Tak, Milgrid. To było super...
***
Och, Cedryku! Mój jedyny!
Zachwycają mnie twe czyny!
Zwłaszcza walka z kościotrupem!
Tak, Milgrid. To było super...
***
środa, 9 lutego 2011
Październikowe nieba - recenzja powieści "Anioł śmierci" Alexa Scarrowa
Dziś chciałbym przedstawić książkę w sam raz na ciągle jeszcze chłodne, zimowe wieczory. Jest to powieść, która łączy w sobie takie gatunki jak thriller, horror i kryminał, jednak najprostszym i chyba najbardziej trafnym określeniem będzie pierwsze z nich. A zatem… mamy rasowy thriller!
Miło jest, kiedy wpadnie człowiekowi w ręce taka książka, jak Anioł śmierci. Autor nieznany mi do tej pory w ogóle, tytuł jakby trochę kiczowaty, bo mało oryginalny, okładka robi ogólnie pozytywne wrażenie, a treść książki jest właściwie wielką zagadką. Mała dygresja co do tytułu: jest on raczej rzeczą bardziej marketingową, niż literacką, ponieważ w oryginale brzmi „October Skies”. I właściwie nie potrzeba tu dodatkowego komentarza…
Jak się dowiedziałem z opisu na tylnej części okładki, Alex Scarrow jest byłym gitarzystą rockowym, byłym twórcą gier komputerowych, a obecnie pisarzem i twórcą scenariuszy. No cóż, dla mnie mógłby być nawet księgowym w firmie produkującej środki antykoncepcyjne dla kotów, byle tylko lektura jego książki była warta świeczki.
Głównym bohaterem Anioła śmierci jest Julian Cooke, dokumentalista, kręcący swój kolejny film w niezmierzonych lasach Wyoming. Przypadek sprawia, że odnajduje szczątki starego drewnianego wozu, tzw. conestogi, będącej pozostałością po obozie osadników, którzy zaginęli bez śladu zimą 1856 roku. Była to Wyprawa Prestona, charyzmatycznego przywódcy religijnego. Temat wydaje się naszemu bohaterowi na tyle pasjonujący, że postanawia zgłębić tajemnicę osadników i nakręcić film o ich losach, tym bardziej, że w jego ręce trafia także osobisty dziennik jednego z członków Wyprawy Prestona. Facet nie wie jednak w co się pakuje, bo wydarzenia z 1856 roku skrywają niezwykle mroczną i niebezpieczną prawdę…
Cała powieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: współcześnie i w połowie dziewiętnastego wieku. Retrospekcja ukazuje nam losy osadników, którzy nie zdążyli przebyć gór Sierra Nevada przed zimą i zmuszeni zostali do rozbicia obozu w lesie, w którym mieli dotrwać do wiosny. Osadnicy rozpoczynają walkę o przeżycie, ale nie są świadomi zagrożenia, z jakim przyjdzie im się zmierzyć.
Celowo nie zdradzam tu szczegółów, żeby nie popsuć nikomu zabawy. A muszę przyznać, że powieść dostarczyła mi naprawdę dobrej rozrywki. W tej historii z pewnością nie brakuje dreszczyku emocji. Czasami przewraca się kartki ze strachem i z fascynacją jednocześnie. Poza tym Anioł śmierci skłania również do refleksji, budując niezbyt przyjemny obraz tego, co może uczynić człowiek pod wpływem fanatyzmu religijnego. Trudno natomiast powiedzieć, czy powieść ma jakieś wady. Jako rozrywka w czystej postaci sprawdza się bowiem świetnie. Uważam jednak, że wątek czysto kryminalny jest trochę za mało wykorzystany i słabo rozwinięty. Odrobinę zawiodło mnie również zakończenie pozostawiające pewien niedosyt, jednak to moje subiektywne odczucie. Autor miał swoją wizję i nie zamierzam z nią polemizować. Poniższa nota jest próbą pewnego zobiektywizowania mojej oceny Anioła śmierci, ale fani dobrych, klimatycznych thrillerów mogą spokojnie dołożyć do tego jeden punkt. Tak czy inaczej, powieść tą polecam Wam z czystym sumieniem.
Moja ocena:
7/10
wtorek, 8 lutego 2011
C'mon baby, shake your ass!
Pełne są morza, oceany
Wizji artystów
Ledwie w nich płynę
Świadomy swego rozmiaru
I rozmiaru tafli wzburzonej
W głębinach tonę czasami
Innym razem tylko się zachłysnę
Jakimś małym bazgrołem
Ale i wtedy
Niemal tracę przytomność
Oddechu mi jednak nie braknie
Gdy w kałużę wpadam
Z Pańskiej piosenki, Panie marny piosenkarzu
Buty obmywam ściereczką
Dobrze, że tej brei
Tylko kilka centymetrów
Tylko kilka taktów
Tylko kilka nut
Głupich jak but
***
Wizji artystów
Ledwie w nich płynę
Świadomy swego rozmiaru
I rozmiaru tafli wzburzonej
W głębinach tonę czasami
Innym razem tylko się zachłysnę
Jakimś małym bazgrołem
Ale i wtedy
Niemal tracę przytomność
Oddechu mi jednak nie braknie
Gdy w kałużę wpadam
Z Pańskiej piosenki, Panie marny piosenkarzu
Buty obmywam ściereczką
Dobrze, że tej brei
Tylko kilka centymetrów
Tylko kilka taktów
Tylko kilka nut
Głupich jak but
***
poniedziałek, 7 lutego 2011
Biurokratka
w biurze ściany w kratkę
widzę biurokratkę
dzień dobry, przepraszam
ja tu tylko przypadkiem
oto taka kartka
w zamian chciałem inną
z miną niewinną
pani Biurokratka
w kartkę zerka
Jest usterka!
punkcik pierwszy nie jest punkcikiem
kwadratem raczej, czy tirecikiem?
drogi panie, to niedopuszczalne!
a nade wszystko karalne!
w punkcie B suma z punktu A
pomnożona razy dwa
do tego w punkcie trzecim
pierwiastek z liczby dzieci
w punkcie D w podobny sposób
tylko całka z liczby siwych włosów!
pytam, czy na głowie, czy na całym ciele?
co za ignorancja! tego już za wiele!
jako rażące naruszenie zasad
do Wielkiego Gmachu pana sprawę zgłaszam!
przy całym zamieszaniu z kartkami
wylądowałbym jeszcze za kratkami
lecz wyszedłem z biura w kratkę
pożegnawszy Biurokratkę
i zdezelowanym statkiem
popłynąłem
na Kamczatkę
dziwna myśl się mnie trzymała
że wyszedłem z tego z gracją
nie, nie przegrałem z biurokracją
bo właśnie wtedy ona się stała
tego wiersza
Inspiracją
***
widzę biurokratkę
dzień dobry, przepraszam
ja tu tylko przypadkiem
oto taka kartka
w zamian chciałem inną
z miną niewinną
pani Biurokratka
w kartkę zerka
Jest usterka!
punkcik pierwszy nie jest punkcikiem
kwadratem raczej, czy tirecikiem?
drogi panie, to niedopuszczalne!
a nade wszystko karalne!
w punkcie B suma z punktu A
pomnożona razy dwa
do tego w punkcie trzecim
pierwiastek z liczby dzieci
w punkcie D w podobny sposób
tylko całka z liczby siwych włosów!
pytam, czy na głowie, czy na całym ciele?
co za ignorancja! tego już za wiele!
jako rażące naruszenie zasad
do Wielkiego Gmachu pana sprawę zgłaszam!
przy całym zamieszaniu z kartkami
wylądowałbym jeszcze za kratkami
lecz wyszedłem z biura w kratkę
pożegnawszy Biurokratkę
i zdezelowanym statkiem
popłynąłem
na Kamczatkę
dziwna myśl się mnie trzymała
że wyszedłem z tego z gracją
nie, nie przegrałem z biurokracją
bo właśnie wtedy ona się stała
tego wiersza
Inspiracją
***
środa, 2 lutego 2011
Część szósta z cyklu "Mroki Średniowiecza"
Przestrach
Och, Cedryku! Mój zdobywco!
Czemuż blade twoje lico?
Nic... To tylko tarantula.
Tak poza tym, świetny gulasz...
***
Och, Cedryku! Mój zdobywco!
Czemuż blade twoje lico?
Nic... To tylko tarantula.
Tak poza tym, świetny gulasz...
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)





